Saturday, November 24, 2007

Prowokacja ze służbami w tle?

Prowokacja ze służbami w tle?
Nasz Dziennik, 2007-11-23
Dziennikarze "Superwizjera" TVN zaatakowali i obrzucili wulgarnymi wyzwiskami lecącego do Urugwaju ojca Tadeusza Rydzyka, dyrektora Radia Maryja, oraz posłankę do Parlamentu Europejskiego Urszulę Krupę. Interweniował personel samolotu Ordynarne wyzwiska, agresja i wulgaryzmy - takie zachowanie miało zapewne pomóc dziennikarce TVN Annie Machowskiej, znanej z programu "Superwizjer", do zebrania "sensacyjnego materiału" dotyczącego dyrektora Radia Maryja. To właśnie o. Tadeusza Rydzyka CSsR i towarzyszącą mu w podróży na zlot Unii Stowarzyszeń i Organizacji Polskich w Ameryce Łacińskiej eurodeputowaną Urszulę Krupę zaatakowała w wulgarny sposób dziennikarka TVN. Całe zajście prawdopodobnie filmowali ukrytymi kamerami członkowie ekipy Machowskiej: Adam Lenart i Ryszard Kot. Skutecznie interweniował jednak personel Lufthansy, który zagroził wyciągnięciem konsekwencji. Pozostaje jednak pytanie - czy trzykrotnie zmieniany termin podróży o. Tadeusza Rydzyka wyciekł z biura LOT, czy też - co niewykluczone - była to przygotowywana operacja służb specjalnych. - Zamierzam poruszyć tę sprawę na forum Parlamentu Europejskiego, bowiem zachowanie tej dziennikarki to coś niespotykanego. Naruszono mój immunitet poselski, obrzucono mnie wyzwiskami - mówi Krupa. Wylot dyrektora Radia Maryja do Urugwaju na Walny Zlot USOPAŁ, w którym mieli uczestniczyć przedstawiciele wielu polonijnych organizacji tak z Ameryki Łacińskiej, jak i USA oraz Kanady, pierwotnie miał mieć miejsce w sobotę. Z niezależnych powodów był jednak dwukrotnie zmieniany, za każdym razem "przebukowywano" bilet na samolot w przedstawicielstwie LOT. Czy pracownicy tej firmy sprzedali dziennikarzom TVN informacje o ostatecznej dacie oraz miejscu wylotu o. Tadeusza Rydzyka z lotniska we Frankfurcie? Nie wiadomo. Wiadomo jednak, że przygotowując prowokację, do jakiej doszło w środę na pokładzie samolotu Lufthansy, ekipa TVN na czele z Anną Machowską dysponowała nie tylko informacją o terminie lotu, ale również o miejscu, jakie w kabinie samolotu będzie zajmował o. Tadeusz Rydzyk. Podejrzenia może jednak budzić fakt, iż dziennikarka znała również utrzymywaną w tajemnicy nazwę i lokalizację hotelu, w którym planowali zatrzymać się uczestniczący w zlocie przedstawiciele Radia Maryja. - Jestem pewny, że w grę wchodzą działania służb specjalnych. Wiedza, którą dysponowali dziennikarze, dotycząca miejsca naszego planowanego noclegu, trzykrotnie zmienianych terminów lotu, nie była wiedzą ogólnie dostępną. Być może nasze rozmowy telefoniczne są podsłuchiwane - mówi w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" o. Tadeusz Rydzyk. Dziennikarze "Superwizjera" już na frankfurckim lotnisku czekali na "ekipę Radia Maryja". Jak ustalił "Nasz Dziennik", Anna Machowska usiłowała pod pretekstem rozmowy i zdjęcia "dla tatusia", ukrywając swoją tożsamość, nagrać rozmowę z dyrektorem Radia Maryja. Kiedy została zdemaskowana przez również uczestniczącą w podróży posłankę Krupę, chciała sprowokować - już na pokładzie lecącego samolotu - awanturę. Dyrektor Radia Maryja o. Tadeusz Rydzyk został obrzucony wulgarnymi wyzwiskami i obraźliwymi określeniami, dziennikarka TVN nie szczędziła wulgaryzmów również w stosunku do Urszuli Krupy. - Kiedy ta pani dowiedziała się, że jestem eurodeputowaną, zaczęła ze mnie drwić. Pytała, czy się nie wstydzę lecieć z ojcem, czy nie wstydzę się brać udziału w tym polonijnym zlocie. Szydziła i obrażała - mówi posłanka Krupa. Najprawdopodobniej całe zajście było filmowane ukrytą kamerą przez towarzyszących Machowskiej: Adama Lenarta i Ryszarda Kota. Nasz informator związany z jedną z komercyjnych stacji telewizyjnych uważa, że mogło chodzić o sprowokowanie o. Tadeusza Rydzyka do gwałtownej reakcji. W gotowym materiale, który trafiłby do emisji, wyretuszowano by lub wycięto skandaliczne zachowanie dziennikarzy i zostałby sam moment reakcji sprowokowanego, opatrzony odpowiednim komentarzem redakcji. Tyle że działania dziennikarzy TVN spaliły na panewce. Interwencję - jak ustaliliśmy - bardzo zdecydowaną, podjął personel niemieckiej Lufthansy. Dziennikarce polecono natychmiast się uspokoić, zagrożono również wyciągnięciem poważnych konsekwencji. Sytuacja powtórzyła się jednak podczas oczekiwania na odprawę paszportową w Buenos Aires.
Wojciech Wybranowski

TVN nie chce komentować sprawy znieważenia przez jej dziennikarzy ojca Tadeusza Rydzyka

Metoda "na tatusia"
Nasz Dziennik, 2007-11-24
PLL LOT: Nie ujawniamy informacji o pasażerach i szczegółach ich podróży. TVN nie chce komentować sprawy znieważenia przez jej dziennikarzy ojca Tadeusza Rydzyka, dyrektora Radia Maryja TVN odmawia komentarza w sprawie znieważenia przez ekipę dziennikarzy programu "Uwaga" o. Tadeusza Rydzyka, dyrektora Radia Maryja, oraz eurodeputowanej Urszuli Krupy. Całą sprawę nazywa "konfabulacją" i straszy sądem. Jednak eurodeputowana Urszula Krupa, która też stała się ofiarą napaści agresywnej dziennikarki, chce - w związku z naruszeniem immunitetu poselskiego, omówić zdarzenie na forum Parlamentu Europejskiego. Wyjaśnienia wymaga również kwestia, skąd dziennikarze TVN posiadali informacje o utrzymywanych w tajemnicy wewnętrznych szczegółach podróży i miejscach pobytu polskiej delegacji na Walne Zebranie Unii Stowarzyszeń i Organizacji Polskich Ameryki Łacińskiej i czy w sprawę angażowali się funkcjonariusze służb specjalnych. Przed kilkoma dniami dziennikarze TVN zaatakowali i obrzucili wulgarnymi wyzwiskami lecącego do Urugwaju o. Tadeusza Rydzyka, dyrektora Radia Maryja, oraz posłankę do Parlamentu Europejskiego Urszulę Krupę. Interweniował personel samolotu. Dziennikarze "Uwagi" już na frankfurckim lotnisku czekali na "ekipę Radia Maryja". Anna Machowska usiłowała pod pretekstem rozmowy i zdjęcia "dla tatusia", ukrywając swoją tożsamość, nagrać rozmowę z dyrektorem Radia Maryja. Kiedy została zdemaskowana przez uczestniczącą w podróży posłankę Krupę, chciała sprowokować - już na pokładzie lecącego samolotu - awanturę. Dyrektor Radia Maryja o. Tadeusz Rydzyk został obrzucony wulgarnymi wyzwiskami i obraźliwymi określeniami, dziennikarka TVN nie szczędziła wulgaryzmów również w stosunku do Urszuli Krupy. - Na wysokości jedenastu tysięcy metrów nad poziomem morza, na pokładzie samolotu stałam się ofiarą psychicznego ataku. Usłyszałam stek wulgarnych wyzwisk, drwin, bardzo obelżywych słów. Dziennikarka TVN znieważała o. Tadeusza Rydzyka i mnie, jako przedstawicielkę Parlamentu Europejskiego. Interweniowała załoga samolotu Lufthansy - mówi eurodeputowana. Tym faktom przeczą jednak przedstawiciele TVN, których poprosiliśmy o odpowiedź, czy wulgaryzmy i zniewagi to standard pracy dziennikarzy stacji. Jak wynika z wypowiedzi rzecznika prasowego TVN Karola Smoląga, kierownictwo tej stacji nie zamierza wyciągnąć żadnych konsekwencji w stosunku do Anny Machowskiej, która - jak mówią naoczni świadkowie zdarzenia - znieważała i obrażała o. Tadeusza Rydzyka i eurodeputowaną Urszulę Krupę, próbując zapewne sprowokować oboje do zdecydowanej reakcji, która odpowiednio wyeksponowana na antenie telewizji mogłaby być skomentowana jako np. "przejaw agresji środowisk Radia Maryja wobec 'rzetelnych dziennikarzy TVN'". - Ze zdziwieniem odnotowaliśmy, że dziennikarze TVN stali się bohaterami kolejnej publikacji "Naszego Dziennika". Tradycji stało się zadość, o ekipie TVN mówi się tylko źle. Powodem publikacji jest to, że nasi dziennikarze podjęli próbę rozmowy z o. Tadeuszem Rydzykiem na pokładzie samolotu lecącego do Buenos Aires. Na tym kończą się fakty przedstawione przez "Nasz Dziennik" i cytowanego przez gazetę o. T. Rydzyka. Reszta tekstu to konfabulacja - twierdzi Karol Smoląg. Tymczasem, jak ustaliliśmy, dziennikarka TVN Anna Machowska próbowała nagrać rozmowę z o. Tadeuszem Rydzykiem, utrzymując w tajemnicy ten fakt i usiłując zataić informacje o wykonywanym przez siebie zawodzie. Kiedy te plany spaliły na panewce, obrzuciła dyrektora Radia Maryja i eurodeputowaną Krupę wulgarnymi wyzwiskami. Jednak nie tylko skandaliczne zachowanie dziennikarki TVN Anny Machowskiej może bulwersować. Również zastanawiający jest fakt, iż dziennikarze tej stacji telewizyjnej dysponowali szczegółowymi informacjami dotyczącymi planów lotu o. Tadeusza Rydzyka, linii lotniczej, trzykrotnie zmienianych terminów podróży, wreszcie miejsca w kabinie pasażerskiej. Polskie Linie Lotnicze zapewniają, że to nie one są źródłem "przecieku". - Pracownicy PLL LOT nie udzielają informacji o nazwiskach ani szczegółach dotyczących podroży swoich pasażerów - zapewnił nas Andrzej Kozłowski z Biura Prasowego PLL LOT. Dziennikarze TVN, pracujący dla programu "Uwaga", dysponowali jednak również informacjami, które nigdy nie były ogólnodostępne, jak miejsca noclegu, wizyt i pobytu polskiej delegacji w Urugwaju. Zdaniem o. Tadeusza Rydzyka, dyrektora Radia Maryja, wskazuje to na działania służb specjalnych, które dotarły do takich niepublicznych informacji, wykorzystując techniki operacyjne.
Wojciech Wybranowski

Sunday, October 14, 2007

Chcą opóźnić beatyfikację Jana Pawła II?



Chcą opóźnić beatyfikację Jana Pawła II?
Tygodnik Katolicki Niedziela, 2007-10-14
Kiedy podczas pogrzebu Jana Pawła II - 2 kwietnia 2005 r. rozległo się spontaniczne wołanie zgromadzonych na Placu św. Piotra wiernych: "Santo subito!" (święty natychmiast), doznałem dreszczu wzruszenia. Oto rozpoczynała się nowa epoka w Kościele, pomyślałem, a właściwie powrót do pierwszych wieków chrześcijaństwa, kiedy to lud rzymski przez aklamację wynosił po śmierci świątobliwe osoby na ołtarze. Teraz domagało się tego pokolenie Jana Pawła II, pielgrzymi z całego świata, dla których słowo "święty" znaczyło tyle samo, co święty Jan Paweł II. Dzisiaj, a piszę te słowa przed 16 października, czyli w przeddzień 29. rocznicy wyboru Papieża Polaka na Stolicę Piotrową, wiele się mówi na świecie o jego pontyfikacie, niestety, nie zawsze dobrze. Chciałbym, abyśmy zdawali sobie z tego sprawę, że dziennikarze bardzo często przebierają zwykłą miarę uczciwości, piszą artykuły i książki, które dosłownie żerują na fakcie, iż Stolica Apostolska wzbudza ogromne zainteresowanie czytelników. Stąd, zwłaszcza na Zachodzie, największym sukcesem cieszą się książki nie tyle poważne, co sensacyjne, bulwarowe, skandalizujące. Ostatnio dla takiej właśnie sensacji wywołano temat ostatniej choroby i umierania Ojca Świętego. Mimo że niemal cały świat obserwował święte i bohaterskie odchodzenie Jana Pawła II do Domu Ojca, podziwiał opiekę lekarzy nad Papieżem, rozgorzała ostra dyskusja na temat błędów w leczeniu Ojca Świętego. Wywołała ją m.in. wypowiedź lekarza anestezjologa Liny Pavanelli, która uważa, że Jan Paweł II był pod koniec życia tak niedożywiony i osłabiony z powodu niemożności połykania, iż należało wiele tygodni wcześniej, niż to zrobiono, założyć mu sondę pokarmową. Bez niej - jak podkreśla - był całkowicie bezbronny wobec najzwyklejszej infekcji. Opinia Liny Pavanelli nie jest do końca prawdziwa, ponieważ Jan Paweł II od 30 marca był odżywiany przez założoną na stałe sondę pokarmową, wcześniej zaś był odżywiany sondą nosowo-gastryczną, którą miał np. w czasie transmisji z Drogi Krzyżowej w Wielki Piątek 25 marca (właśnie z tego powodu Papieża siedzącego w swej prywatnej kaplicy filmowano tylko z tyłu i z boku). Należy również dodać, że w ostatnich dniach życia Ojciec Święty miał bez przerwy kroplówkę. Druga sprawa związana z odchodzeniem Ojca Świętego z tego świata dotyczy dziennikarskich spekulacji, a właściwie nadużycia w interpretacji papieskich słów, wypowiedzianych 2 kwietnia 2005 r. o godz. 15.30, a więc na 6 godzin przed śmiercią: "Pozwólcie mi odejść do Pana". Wcześniej, 31 marca, w chwili znacznego pogorszenia się stanu zdrowia, gdy stwierdzono szok septyczny, Papież prosił abp. Stanisława Dziwisza, aby go nie przewozić po raz trzeci do szpitala. Czy była w tych słowach prośba o zaniechanie leczenia - jak interpretują je niektórzy dziennikarze? Opiekujący się do końca Ojcem Świętym doktor Renato Buzzonetti nie zgadza się z tą opinią. Po pierwsze - leczenia nie przerwano, a po wtóre - jak zauważa osobisty lekarz Papieża - to zdanie: "Pozwólcie mi odejść do Pana" - było "najwznioślejszą modlitwą, wyrazem głębokiej ascezy, oryginalnym, niemal jedynym w sobie przykładem przywiązania do wiary". Powyższe spekulacje dziennikarskie są niczym w porównaniu z nową książką brytyjskiego dziennikarza Davida Yallopa, zatytułowaną: "Potęga i chwała. Ciemna strona Watykanu Jana Pawła II". Autor na 700 stronach oczernia Papieża, twierdząc, że nie walczył z komunizmem, nie zlikwidował korupcji w Watykanie, tolerował pedofilię w Kościele, pielgrzymując po świecie, kontaktował się z dyktatorami. Dalej Yallop twierdzi, że Karol Wojtyła był przez całe życie aktorem, dlatego grał rolę papieża, stąd "mimo choroby, tak trudno było mu zejść ze sceny". Cóż, można by autorowi tej książki nadać przydomek: "adwokat diabła", gdyby w obecnej procedurze kanonizacyjnej istniał jeszcze taki urząd. To tylko przykład jednego z wielu krytycznych tekstów, jakie ukazują się o Janie Pawle II na świecie. Co o nich sądzić? Trzeba jasno napisać, że tego typu książki lub wypowiedzi mogą opóźnić zakończenie procesu beatyfikacyjnego Jana Pawła II. Nie jest wykluczone, że komuś bardzo zależy na tym, aby przez takie agresywne ataki na Papieża, na Kościół, zasiać wątpliwości w umysłach i sercach wiernych, podważyć wiarygodność zeznań świadków w procesie kanonizacyjnym. Niestety, liczni dziennikarze zajmujący się problemami Stolicy Apostolskiej i Kościoła nie od dzisiaj poszukują wszędzie sensacji i blichtru, dowolnie manipulują informacją, wyciągają nieprawdopodobne wnioski. Pamiętam, że na początku pontyfikatu Jana Pawła II obwiniano Papieża i Watykan za... przeludnienie świata. Uważano bowiem, że skoro Ojciec Święty tak zdecydowanie broni życia od poczęcia, nie zezwala w żadnym przypadku ani na przerywanie ciąży, ani na stosowanie środków antykoncepcyjnych, to znaczy, iż zaleca niekontrolowany przyrost naturalny, zaostrza problem przeludnienia. Jeden z francuskich pisarzy - Roger Peyrefitte w książce "Czerwona sutanna" zrobił z Papieża Polaka agenta komunistycznego, snując dalej zupełnie absurdalny wątek miłosny i polityczny. Czy Watykan powinien podobne teksty zwalczać? Pytanie to można zastąpić innym: Czy kogokolwiek na świecie, jakąkolwiek inną instytucję można by tak bezkarnie oczerniać? Komuś zależy na tym, aby najwyższy autorytet moralny świata - a takim cieszy się Papież oraz Stolica Apostolska - przyniżyć do ziemi, znieważyć, zmieszać z błotem. O tym musimy wiedzieć.
Czesław Ryszka
www.niedziela.pl

Wednesday, October 10, 2007

"Righteous Among the Nations" More than 6,000 Poles have received the award.



"Righteous Among the Nations" More than 6,000 Poles have received the award.

Poland's president on Wednesday plans to honor dozens of people who saved Jews during the Holocaust, including a posthumous distinction to the German officer who helped musician Wladyslaw Szpilman of The Pianist survive.

President Lech Kaczynski, who has long been an advocate of close relations with the Jewish community, was to lead a ceremony at the National Opera House in downtown Warsaw to honor individuals who risked their lives to save Jews during World War II. Many have already received the "Righteous Among the Nations" award from Israel.

"Honoring the 'Righteous' with (Polish) state distinctions pays homage to the unparalleled heroism of normal people, while setting an example for current and future generations," a statement on the president's Web site said.

The president's office said that Wilm Hosenfeld, a German officer who helped save Szpilman, the Polish-Jewish musician whose story was chronicled in Roman Polanski's Oscar winning film, The Pianist, will receive a posthumous award.

The Yad Vashem Holocaust Memorial created the "Righteous Among the Nations" distinction as a way to honor people who saved Jews from the Holocaust. More than 6,000 Poles have received the award.
By ASSOCIATED PRESS
WARSAW, Poland

Saturday, October 6, 2007

This is a video response to Rabbi Marvin Hier on the Jew-Hating Father Rydzyk

This is a video response to Rabbi Marvin Hier on the Jew-Hating Father Rydzyk




Stop Bashing Radio Maryja!




But the Jews didn't ask for money when Poland was under soviet rule. Now when Poland is democratic, Jews want Poland to pay up. For what. 6 million Poles died, 3 million of them were Jewish. Who is gonna pay Poles for their suffering. There are thousands of Jews who survived Holocaust because of Poles. What about the whole Polish villages that got shot for hidding one Jew

Alex Lech Bajan
CEO
RAQport Inc.
2004 North Monroe Street
Arlington Virginia 22207
Washington DC Area
USA
TEL: 703-528-0114
TEL2: 703-652-0993
FAX: 703-940-8300
EMAIL: alex@raqport.com
WEB SITE: http://raqport.com

Saturday, September 29, 2007

Platforma Obywatelska, bardzo niechętna Kościołowi na forum publicznym


Dziennik, 2007-09-29
Jest coś takiego u wielu ludzi, że oddaliby życie za posiadanie władzy, zwłaszcza najwyższej. Bardzo dawno temu ta walka na śmierć i życie o władzę obejmowała raczej tylko grupę osób. Dziś w tzw. demokracji walka owa, choć bezkrwawa, rozlała się szeroko na społeczeństwo. Czy dzisiejsze wybory na najwyższe stanowiska i urzędy są bardziej kulturalne i pokojowe? Przyjrzyjmy się choć trochę naszym wyborom do parlamentu w roku 2007.

Szał wyborczy
Demokracja oferuje każdemu dojrzałemu człowiekowi jakiś udział w walce o władzę. Ale okazuje się, że niestety i demokracja szybko się degeneruje duchowo. Mamy więc i my kompletny upadek kultury wyborczej. Mamy taką wolną amerykankę w wyborach. Ugrupowania partyjne i ich obozy podjęły przede wszystkim bezpardonową walkę na języki: przeważnie bez dążenia do prawdy, często i bez logiki, bez etyki i bez sensu. Kandydaci wrzeszczą na siebie nawzajem, opluwają się, wyciągają haki jeden na drugiego na sposób amerykański. Wyzywają się od głupców, chorych psychicznie, złodziei, szubrawców, łajdaków, tępaków, ciemniaków, zacofańców, przestępców, zdrajców... Przepadły gdzieś tematy, treści i programy polityczne, nad którymi można by fachowo dyskutować. Rzeczy te zastępuje kompletna tandeta myśli. Polemiki międzypartyjne przypominają jako żywo pospolite kłótnie sąsiadek, które krzyczą: "Ty jesteś głupia". "To ty jesteś głupia, tak jak i twoja matka". Nie tak wyobrażałem sobie kiedyś załogę nawy państwowej.
Występy przedwyborcze przypominają przede wszystkim "wieczór szulerów". Prawie każdy oszukuje, choć trochę, a każdy okazuje "twarz niby zacnego męża" (Dante; Boska komedia). U nas jest bardzo popularne oszukiwanie katolików. W czasie kampanii wyborczej nawet ateiści przedstawiają się niemal jak tercjarze, jak ministranci kościelni. Powiadają, że po Okrągłym Stole to nawet sam Bronisław Geremek w Łomżyńskiem czytał lekcję w czasie jakiegoś wielkiego odpustu na sumie. No, może przesadzam, iż wszyscy oszukują, bo niektóre wyższe SLD figury, jak Kwaśniewski, Olejniczak, Borowski dosyć wyraźnie grożą katolikom. W prywatnym życiu ci politycy wszystkich partii są ze sobą zbratani; mówią sobie na "ty", opowiadają kawały, piją kawę, dzielą się nawet opłatkiem, są "jak ludzie". Ale kiedy występują jako członkowie partii, to jakby diabeł w nich wstąpił. Tak, pokarał nas Pan Bóg takimi politykami - mówią często ludzie, którzy ich wybrali. Brakuje bardzo polityków z charakterem, jak Marek Jurek, ale właśnie taki musiał w tej sytuacji przegrać.

Polityka nie dla katolika?
W czasie kampanii wyborczej ożywa postulat, żeby "Kościół nie mieszał się do polityki". Wołają tak nawet niektórzy duchowni, niewykształceni w dziedzinie teologii społeczno-politycznej. Czasem również i wysocy dygnitarze kościelni dekretują, że "Kościół nie angażuje się w politykę, ma natomiast prawo kształtować sumienia polityków". Otóż zdanie to ma pewne aspekty słuszności, ale jest niedoprecyzowane i zawiera z punktu widzenia języka kościelnego poważne błędy logiczne. Spróbujmy poddać to analizie.
1. Kształtowanie sumień. Zwolennicy wyłączenia Kościoła z jakiejś polityki w ogóle, także kościelnej, stawiają sprawę tak, że istotnie, Kościół nie może się mieszać do poglądów i działań polityków, natomiast ma prawo kształtować moralność życia politycznego, polityków i ich działań, czyli wpływ Kościoła odnosi się jedynie do aspektów etycznych. Oto w zdaniu tym kryje się wielki błąd. Jeśli Kościół nie może sugerować poglądów politycznych, to nie może również niczego określać w dziedzinie moralności. Może jedynie mówić sam do siebie, czyli do polityków katolickich lub do partii katolickich. Nie ma podstaw ani prawa określać moralności niekatolików. Dlaczego?
a) bo normy etyczne są warunkowane przez poglądy i prawdy polityczne; Kościół nie ma prawa sugerować komukolwiek jakiejś moralności, jeśli ktoś nie wyznaje katolicyzmu, np. marksiście. Każdy polityk niekatolicki może mieć swoją wizję rzeczywistości i swój kodeks etyczny.
b) Objawienie Chrystusowe odnosi się nie tylko do moralności, jak błędnie sądzą niektórzy, ale także do wizji Boga, człowieka, świata, celu ostatecznego, duszy nieśmiertelnej, stworzenia przez Boga rodziny i wszystkich innych społeczności naturalnych, istnienia świata wyższego, Królestwa Bożego itd., a w rezultacie obejmuje także pewne ogólne zasady teologii społeczno-politycznej. Człowiek przyjmujący objawienie inaczej widzi istotę osoby ludzkiej i społeczność. Normy etyczne katolickie wywodzą się dopiero z tych prawd dogmatycznych jako wtórne. Bez prawd dogmatycznych etyka wisi w próżni. Cały więc problem w tym, że trzeba dziś wypracować na sposób konkluzyjny teologię społeczno-polityczną, która by była podstawą do dialogu ze świecką wizją polityki i moralności.
2. O jaką "politykę" chodzi? Ogólnikowe powiedzenie, że Kościół nie ingeruje w politykę, również zawiera błąd logiczny w języku ogólnym, nie tylko kościelnym, tak zwane aequivocatio, czyli dwuznaczności. A mianowicie bierze się pod uwagę dwa różne znaczenia słowa "polityka": raz "polityka" to tylko walka o władzę i życie partyjne czy urzędnicze, drugi raz "polityka" to troska o społeczeństwo i państwo. Co zatem znaczy ostatecznie zdanie, że "Kościół nie angażuje się w politykę": czy nie angażuje się tylko w walkę o władzę państwową, w walki partyjne i w kształtowanie instytucji politycznych, czy też nie angażuje się także w troskę o społeczeństwo, o dobro wspólne, o życie ludzi, o kulturę, sprawiedliwość społeczną, o wychowanie dzieci i młodzieży, o ubogich, cierpiących, nieszczęśliwych, pokrzywdzonych, wykluczonych... Słowem, wtedy Kościół byłby absolutną abstrakcją i instytucją nikomu niepotrzebną.
3. Hierarchia czy Kościół? Największy błąd logiczny w zdaniu, że "Kościół nie ingeruje w politykę", zawiera się w dwuznaczności słowa "Kościół" albo raczej w przestarzałym pojęciu Kościoła. Termin "Kościół" pochodzi tu z ery przedsoborowej, a mianowicie Kościół to jedynie biskupi i reszta duchowieństwa, a nie mieszczą się w tym pojęciu świeccy. Tymczasem po Soborze Watykańskim II rozumiemy, że Kościół to wszyscy wierni, katolicy z hierarchią na czele. Jeśli więc dziś mówi się, że "Kościół nie ingeruje w politykę", to znaczy, że również świeccy katolicy nie mogą się mieszać do polityki i nie mogą kształtować życia politycznego. A zatem w kraju, w którym jest prawie sto procent katolików, którzy tworzą Kościół, politykę mieliby kształtować jedynie ludzie nienależący do Kościoła. Precyzyjnie należy mówić, że Kościół jako instytucja i hierarchia jako taka nie angażuje się w życie instytucjonalne państwa, choć i to nie jest do końca prawdziwe, gdyż hierarchowie bardzo często, zwłaszcza u nas, ingerują w życie polityczne, czyniąc to mniej lub więcej delikatnie. W rezultacie sens zdania, że "Kościół nie ingeruje w politykę", byłby tylko taki, że prezbiterom i zakonom nie wolno ingerować w życie polityczne, lecz i to też nie jest do końca poprawne, gdyż polityki nie da się oddzielić od życia publicznego. Ostatecznie zatem trzeba chyba ustawić problem tak: Kościół w istocie swej głosi Ewangelię Bożą i niesie zbawienie nadprzyrodzone, lecz wtórnie duch Ewangelii rzutuje swe światło na sposób tęczy, która wiąże świat z Bogiem i na sposób konkluzji tworzy pewien horyzont, w którym osoba ludzka przekłada wartości zbawcze na aspekty doczesne, a wartości doczesne odnosi poprzez łaskę do wartości zbawczych, np. przez moralność na tym świecie światło Ewangelii rzutuje także na wszystkie dziedziny życia doczesnego. I zbawienie osiąga się poprzez życie doczesne, m.in. również poprzez życie polityczne, a nie w wyabstrahowaniu od życia doczesnego.
4. Polityka ateistyczna? Wydaje się, że bardziej logiczni niż teologowie są ateiści, zarówno właściwi, jak i ateiści publiczni, czyli ci, którzy prywatnie sobie wierzą, nawet gorąco, ale na forum publicznym myślą i działają jako ateiści, bo forum publiczne ma być niezależne od żadnej religii. Otóż ateiści mówią, żeby katolicy pozostali sobie katolikami prywatnie, a publicznie żeby byli jako ateiści, w polityce szczególnie, żeby żyli i działali według poglądów i zasad ateistycznych, bowiem religia jest "z innego świata" i ludzi dzieli. Toteż w polityce katolicy muszą zawiesić prawdy o Bogu, człowieku, świecie i o normach moralnych w świetle religijnym i w konsekwencji winni wszystkie partie, nawet przestępcze, traktować na równi z dobrymi. W polityce bowiem trzeba skończyć z podziałem na dobre i złe, a przyjąć zasadę "skuteczności". Tak głosi już także wielu polskich polityków, nie tylko osobiście ateistycznych, ale także z partii, które nie zwalczają religii. Jest to liberalna norma zachodnia. W każdym razie w ich tłumaczeniu reguła, że Kościół ma się nie wtrącać do polityki, ma oznaczać, że w polityce i w ogóle w życiu publicznym katolicy mają być "ateistami", bo tylko ateizm ma zapewniać ugodę, harmonię i tolerancję. I niestety, katolicy tzw. postępowi, jak katolewica, zgadzają się z nimi.
5. Zawiesić moralne oceny i normy? Dalszą konsekwencją zasady, że Kościół nie może się angażować w politykę, jest to, że musi się zawiesić wszelkie oceny i normy moralne, tak życia politycznego w ogóle, jak i partii. Tak powinni robić nie tylko duchowni, ale i katolicy świeccy. Liczy się tylko fakt i skuteczność materialna. Stąd np. SLD z p. Aleksandrem Kwaśniewskim na czele ocenia właściwie pozytywnie okres okupacji sowieckiej przez pryzmat kilku haseł socjalnych.
Toteż żąda się, by nie tylko duchowni, ale i świeccy katolicy nie oceniali partii pod kątem ich moralności. Wszystkie partie moralnie i godnościowo są równe, ale z wyjątkiem tych działających z inspiracji religijnej, ewangelicznej. Jest to więc odwrócenie katolickiego widzenia partii. Jeszcze raz: wszystkie partie - poza katolickimi - są dobre, nawet bolszewicka, nie ma bowiem partii przestępczych, są tylko tak czy inaczej myślące o dobru wspólnym. Otóż według myśli katolickiej jest to bardzo poważny błąd. Partia zła - według nas - moralnie wniesie wielkie zło i zniszczy ducha ludzkiego oraz cały kraj. Dlatego katolicy nie mogą ani popierać na równi wszystkich partii, zarówno dobrych, jak i złych, ani nawet milczeć co do partii przestępczych, bo one zwiodą propagandą wielu niezorientowanych ludzi. Na dobrą sprawę złe partie państwo powinno rozwiązywać. Czy mogą więc duchowni i katolicy świeccy popierać tylko jedną partię? Mogą, jeśli tylko ona jest dobra moralnie, nie wolno popierać partii niemoralnych, np. odrzucających ochronę życia. Oczywiście, jeśli jest kilka partii dobrych, to jest już pełna swoboda i hierarchia nie może popierać tylko jednej spośród nich. Sama hierarchia nie może milczeć, kiedy jakaś zwyrodniała partia chce mordować nie tylko Kościół, ale i Polskę. W przeciwnym razie odpowie za to przed Bogiem i historią. Owszem, zdarza się, że i hierarchia, i niższy kler milczą, ale raczej tylko wtedy, gdy grozi zniszczenie Kościoła przez potworne państwo albo gdy Kościół jest poddany państwu, jak prawosławie.
6. Potępić patriotów duchownych? Bądźmy logiczni: jeśli "Kościołowi nie wolno mieszać się do polityki", to należy potępić wszystkich, dawnych i obecnych, zarówno duchownych, jak i świeckich, o ile działali w imię religii. Trzeba by zatem potępić Mieszka I i duchownych, którzy go chrzcili, bo łączyli Kościół i państwo i sprzeciwiali się legalnej władzy cesarza niemieckiego. Trzeba by potępić wszystkich naszych kapelanów, którzy w naszej historii zagrzewali przed każdą bitwą naszych rycerzy i żołnierzy do boju, bo to była polityka. Trzeba by potępić następnie wszystkich duchownych polskich, którzy działali na rzecz wyzwolenia Polski, zwłaszcza tych biorących udział w powstaniach i w partyzantce czy też na wygnaniu, a więc ks. Stanisława Brzóskę, ks. Stanisława Skorupkę i setki im podobnych. Trzeba by potępić setki księży, którzy w czasach okupacji niemieckiej i sowieckiej ratowali Naród, wtrącając się do polityki władz okupacyjnych. Trzeba by zresztą potępić u nas prawie wszystkich prymasów i biskupów, którzy w większości do II wojny światowej brali czynny udział w życiu politycznym, a szczególnie Prymasa Wyszyńskiego, który bronił nie tylko Kościoła, ale i Narodu, i Polski przed zagładą sowiecką. Trzeba by potępić wszystkich kapelanów "Solidarności", która była też ruchem politycznym. Trzeba by było nie beatyfikować, lecz potępić ks. Jerzego Popiełuszkę, który się zaangażował w opór przeciwko władzy państwowej. Trzeba by wreszcie potępić wszystkich papieży, którzy nie tylko prowadzili politykę kościelną, ale i uczestniczyli w polityce światowej, a Jan Paweł II przyczynił się do obalenia dyktatury komunistycznej.
A zatem świeccy katolicy mają wszelkie prawa i obowiązki polityczne, powinni nawet przewodzić życiu politycznemu, bo wierzą w politykę Opatrzności, a i duchowni są pełnoprawnymi obywatelami i choć prawo kościelne zakazuje im bez pozwolenia sprawować urzędy i stanowiska polityczne oraz należeć do partii, to jednak jako duchowni powinni rozwijać politykę ewangeliczną, która nikogo nie zniewala, ale przecież zmierza do najwyższego dobra społeczeństwa, państwa i narodu. Wiara w Boga bowiem jest najwyższym czynnikiem polityki w szlachetnym znaczeniu. Słowem, wszelka polityka ma sens najwyższy, gdy dokonuje się pod życiodajnym horyzontem Boga. Katolik ma nie tylko wierzyć sobie w duszy, ale także godnie realizować wiarę we wszystkich dziedzinach życia.

Patologiczne i uporczywe nastawanie na Kościół
Także z drugiej strony trwa ciągłe nastawanie na Kościół ze strony większości polityków, przynajmniej na niektóre dziedziny Kościoła. Wyjątki są raczej niezbyt liczne. Znaczniejsi politycy zbyt łatwo wynoszą się ponad Kościół i ponad Boga samego. Jest to jakaś ciężka patologia duchowa.
W sumie i w polskiej polityce państwa względem Kościoła, czy przynajmniej w polityce niektórych partii i ugrupowań, jest dziś ciągle dużo naśladowania totalitaryzmów takich jak bolszewizm i hitleryzm. Może nie wszystkie partie antykościelne w Polsce wiedzą, że kopiują w wielu punktach politykę Hitlera w stosunku do katolicyzmu niemieckiego, choć tam Kościół nie bardzo się opierał. Otóż w Niemczech w latach 1934-1939 naczelnym dążeniem było, jak mówiła propaganda, "odpolitycznienie" Kościoła. Miał on być całkowicie wyparty z forum publicznego, czego i u nas chcą SLD, LiD, katolewica, UW, PO i inne. Rozwiązano bardzo liczne stowarzyszenia katolickie, zlikwidowano Katolicki Niemiecki Ruch Młodzieżowy, wprowadzając na jego miejsce Hitlerjugend (młodzież hitlerowska). Mediom katolickim pozwalano pisać tylko na tematy liturgiczne i pobożnościowe, czego u nas żąda się od Radia Maryja. Wyrzucono religię ze szkół, bo religia jest prywatna, a szkoła państwowa. Tego samego u nas chce ciągle katolewica i postkomuniści. Z uniwersytetów usuwano profesorów, którzy nie chwalili hitleryzmu, czyli byli niepoprawni politycznie. Odcięto pomoc państwa dla szkół katolickich, czego chcą właśnie nasi antykatolicy w stosunku do Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej, dlatego że jest katolicka. Zakazano księżom poruszać w kazaniach tematy społeczne, polityczne, kulturalne i historyczne. Po paru latach ludzie, którzy się sprzeciwiali hitleryzmowi otwarcie, głównie katolicy i duchowni katoliccy, byli zsyłani do obozów. I u nas jest wielu, którzy chcieliby wysłać o. Rydzyka do Afryki, dlatego że jest zdecydowanym katolikiem i patriotą. Tak im każe ideologia liberalna, właśnie przychodząca również z Niemiec. Od 1936 r. zaczęła się iście współczesna akcja zohydzania Kościoła, głównie przez oskarżanie kapłanów, zakonników, zakonnic i wybitniejszych świeckich działaczy katolickich nie tylko o ciemnotę, wstecznictwo i zabobon, ale przede wszystkim o przestępstwa seksualne, o pederastię, homoseksualizm, rozpustę, przesadne bogacenie się, kradzieże, handel dewizami, oszustwa. Na prostych ludzi propaganda ta miała wielki wpływ.
Głównym zarzutem przeciwko duchowieństwu, nawet za ich prywatne wypowiedzi, było to, że wtrącają się do polityki i już samo niewspieranie partii narodowego socjalizmu (NSDAP) oznaczało wrogość wobec państwa. Warto wszystko to sobie przypomnieć, gdy zarzuca się duchowieństwu, że ingeruje w politykę. Bardzo słusznie pisze p. Paweł Huelle: "Nie znać historii, to być zawsze dzieckiem".
Dziś trudności Kościoła są jeszcze liczniejsze i bardziej się rozlały po całej Europie. Jest znamienne, że niemal wszystkie czynniki przywódcze i władze państwowe są w zdecydowanej większości krajów Europy niekatolickie, a nawet wrogie katolicyzmowi i ateizujące. Jak widać, katolicy wszędzie dali się zapędzić do niewoli, a to z powodu błędnego mniemania o niewłaściwości brania przez nich udziału czynnego w życiu politycznym. Bardzo wiele szczytów władzy zostało opanowanych przez masonerię europejską, już właściwie na stałe.
Europa Zachodnia z Brukselą na czele nie ogranicza się do siebie samej, lecz swój charakter polityki antykatolickiej usiłuje szerzyć w nowych krajach Unii, a przede wszystkim w Polsce, w której widzą zagrożenie dla swej ateizacji Europy. Objawia się to wielorako. Najpierw w potężnych ingerencjach w nasze wybory. Nieprzypadkowo b. prezydent Czech Vaclav Havel zasugerował ostatnio, by polskie wybory były kontrolowane. Po nim i sama OBWE zaproponowała przysłanie swoich obserwatorów, podając w nocie ustnej, że PiS jest niewiarygodny, nacjonalistyczny i nie gwarantuje ateizacji Polski. Przy tym Bruksela popiera PO i b. UW.
W atakach na Polskę dużą rolę odgrywa lobby żydowskie, czerpiące zresztą inspirację od naszych obywateli. Dzieje się tak, mimo iż Kaczyńscy otworzyli szeroko przed Żydami wszelkie możliwości w Polsce. Znamienne jest, że przywrócona u nas 9 września 2007 r. potężna, ogólnoświatowa żydowska loża masońska B""nai B""rith ("Synowie Przymierza"), za akceptacją Prezydenta, bierze sobie m.in. za cel poskromienie Ojca Rydzyka i Radia Maryja za rzekomy antysemityzm, choć w gruncie rzeczy chodzi o zdławienie polskiego ośrodka katolickiego niezależnego ani od Niemców, ani od ideologii liberalnej. Zresztą bardzo wielu Żydów szerzy nadal na całym świecie opinię, że za Auschwitz odpowiadają Polacy. Dobrze, że B""nai B""rith temu się przeciwstawia. Taka opinia jest rozciągana właściwie na wszystkie miasta i miasteczka polskie, w których byli Żydzi, a wszędzie byli. Oto 26 sierpnia br. pewien Żyd, który przybył z Izraela do Tykocina, wspominał w wywiadzie, że Żydów w Tykocinie mordowali Polacy razem z Niemcami.
Kiedy Ministerstwo Rozwoju Regionalnego zaakceptowało "niebacznie" przyznanie Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu pomocy w wysokości 15 mln euro, to wszczęto diabelską akcję, żeby nie doszło to do skutku z powodu rzekomego antysemityzmu o. Rydzyka. I czyn ten spotyka się z aprobatą nawet niektórych duchownych w Polsce, bo uważają po staroświecku, że Kościół nie może prowadzić katolickiej szkoły o tematyce społecznej, politycznej i medialnej, to ma należeć tylko do państwa.
Troskę naszą budzi też, popierane przez PO, jakieś nowe przymierze między Gerhardem Schroederem a Władimirem Putinem, czyli między Niemcami a Rosją, z pomijaniem interesów Polski, a nawet przeciwko nim, jak w przypadku rurociągu bałtyckiego. Mocarstwa te są znowu sobą zauroczone i oba są coraz bardziej nieprzychylne Polsce, także jako katolickiej. Również Niemcy pani Merkel uzyskują w Polsce coraz większe wpływy pozadyplomatyczne, co jest z naszą szkodą. Erika Steinbach, która sugeruje wyraźnie, że za wojnę nie tyle odpowiadają Niemcy, co uparta Polska, która nie chciała dać korytarza gdańskiego i Wolnego Miasta Gdańska, uzyskuje coraz wyraźniejsze poparcie ze strony pani kanclerz. Liczni zaś Rosjanie głoszą, że Katynia albo nie było na pewno, albo był on zwyczajnym epizodem wojennym czy też rewanżem za rzekome wymordowanie wielu tysięcy Rosjan - jeńców po roku 1920.
Przyjaźnie między Niemcami a Rosją rzutują nawet na sprawy kościelne. Oto niemiecki kardynał Walter Kasper przyjął żądanie patriarchy Rosji i usunął z metropolii moskiewskiej ks. abp. Tadeusza Kondrusiewicza, urodzonego na Białorusi, ale mającego polskie korzenie. Także rosyjska Cerkiew nienawidzi Polaków i nigdy nie chciała się zgodzić na pielgrzymkę Jana Pawła II do Rosji, natomiast chętnie przyjmuje katolików niemieckich.
Platforma Obywatelska, bardzo niechętna Kościołowi na forum publicznym, w czym zresztą idzie za wrogami Kościoła, wzięła sobie za jeden z wątków kampanii wyborczej hasło przeciwko Ojcu Rydzykowi i przeciwko polskiemu i katolickiemu medium niezależnemu od koncernów niemieckich, i atakuje zaciekle wzajemne zrozumienie między tym medium a Prawem i Sprawiedliwością. Prymitywny i zresztą stały atak Platformy na Ojca Rydzyka i jego Radio świadczy o bardzo niskiej moralności i inteligencji ludzi Platformy. Wyjątki w Platformie, jak państwo Rokitowie, są nieliczne. Z kolei wielu byłych członków PiS, którzy liczą, że PO wygra wybory, przechodzi do niej. Świadczy to w ogóle o niskim poziomie polityków niereligijnych. Jest to chyba również owoc tezy, że religia nie ma nic do polityki, a więc w polityce nie obowiązuje moralność.
Toteż kiedy pytają mnie ludzie, na kogo dziś głosować, czy należy głosować na PiS, który choć nie spełnił wszystkich obietnic, zwłaszcza nie poparł ochrony życia, to jednak pozostaje ugrupowaniem najpoważniejszym, odpowiadam im, że mnie jako duchownemu nie wolno mówić, że najlepiej jest głosować na PiS i dlatego nic nie mówię.

Saturday, September 22, 2007

Book Review: Fear - Anti-Semitism in Poland After Auschwitz

Book Review: Fear - Anti-Semitism in Poland After Auschwitz
By James R. Thompson
Issue: October 2007



Jan Tomasz Gross, Fear: Anti-Semitism in Poland After Auschwitz
New York, NY, Random House, 2006
ISBN: 978-0691128788, Hardcover, pp. 336, $25.95 (US)

Professor Gross begins his argument with the following declaration concerning his methodology: “The nature of prejudice is to make unwarranted totalizing claims, whereas understanding advances through elucidation of careful distinctions. These are directly opposed mental exercises. And if one tries to argue prejudice away by the usual procedure of testing hypotheses (that is, by pointing to alternative explanations or false deductions or limitations in the empirical evidence), one enters a kind of discourse where the prejudice’s basic premise is already accepted.”

While the first sentence begins with a platitude, the subsequent ones remove us from the universally accepted scholarly method of testing hypotheses by means known since the emergence of Aristotelian logic. What is wrong, one might ask, with testing the null hypothesis that there is a great deal of anti-Semitism in Poland? Historians and lawyers have traditionally been comfortable with bringing forward facts to confirm or deny such a hypothesis.

In contrast, Gross declares that the above hypothesis is unacceptably formulated and then accepts no argument that it could be false. This “in your face” method of imposing one’s foregone conclusions on the reader leaves no way of rebutting false assumptions by ushering evidence to the contrary. The use of this method in historical research allows one to reshape history by stating preposterous things later published by presses with the correct zip codes to congeal into the acceptable version of history.

Gross’s way of arguing is quintessentially postmodern; i.e., not based on consideration of evidence. Nor does it draw conclusions by means of a ladder of syllogisms. He calls it “analytical history”: “What I offer here, therefore, is not diachronic, but analytical history. I go back and forth in time over different aspects of events bearing on understanding the phenomenon of postwar anti-Semitism in Poland.” From this point on, page xiii of the Introduction, there is no question that Gross will reach his conclusion. He does not conceal his willingness to treat as true the testimony of Communist officials, unnamed persons quoted from “documentaries” filmed during the 50-year Soviet occupation, sidewalk statements, just anything that agrees with his foregone conclusion. In contrast, evidence that might shatter these selected statements is simply not ushered in.

As is the case with some other rewritings of history, the author’s foregone conclusion is fuzzy. It rambles over the entire book. But one comes close to a summary of his conclusion on page 164: “The conceptual and emotional fog veiling this story lifts somewhat only after we recognize that Jewish survivors were an unbearable sore spot, because they had been victimized by their Polish neighbours — for centuries, but especially during the Nazi occupation ... Episodes of collective violence that, from a distance, appear random and elemental are on close scrutiny semantically rich. Virtually every moment is endowed with significance, as people continuously communicate and comment about what they are doing.”

To paraphrase Gross’s argument, it is that Catholic Poland is a continuing reservoir of ecclesiastically supported anti-Semitism. After World War II, this reservoir was a combustible mixture, which could be lit by anything. Once started, it could spread throughout the community with lethal results. By design or accident, Professor Gross’s book has been timed to correspond to a political agenda.

Jews demand Polish restitution
Here is up-to-date (as of February 2007) political background to Gross’s story. Although Poland did not produce a Quisling, and all expropriations were done by the German and Soviet occupiers, nevertheless, given the fact that the Poles did not save their Jews from the Germans and did not protect their property, the sins of the grandfathers require that the current impoverished Polish state pay massive reparations to Jewish individuals and organizations representing the interests of Holocaust survivors. The demands by these organizations are huge, well beyond the ability of Poland to pay. Twenty representatives of these organizations arrived in Warsaw on February 27, 2007, to press the Polish government for tens of billions of dollars of restitution. The Jewish organizations are not unaware of the fact that the European Union will be paying to the Poles, over the next several years, tens of billions of dollars for the improvement of Poland’s long-neglected infrastructure. These organizations have in mind a better use for those monies.

Three pogroms
To support his conclusions, Gross focuses on three pogroms that occurred in Soviet-occupied Poland in 1945. One in Rzeszow (June 12, 1945), another in Krakow (August 11, 1945) and a third in Kielce (July 4, 1946). The number of Jews (Gross’s figures) killed in the three pogroms were zero, one to five, and 42, respectively. Gross gives as his estimates for the total number of Jews killed in anti-Semitic events in Poland during the post-war period as being between 500 and 1,500 (Fear, p. 258).

When one thinks of pogroms historically, these figures hardly rise to the level of ethnic cleansing. In 1648, the Cossack leader Bogdan Khmelnitsky set off the killing of over 100,000 Ukrainian Jews. The Nazi regime killed six million Jews from all over Europe during the period 1939–1945. The period immediately after World War II was one of utter devastation in Poland. In one NKVD action in Suwalki (July 12–25, 1945), 600–800 Polish Catholics were killed (Rzeczpospolita, 9 July 2005). The rate of 500 killed for 250,000 Jews living in Poland during the interval 1945–1948 (Gross’s figure, p. 258) does not seem far out of line for a similar ratio regarding the Catholic population. In a country which in 1945 still fought against enslavement by Communism, it would not be out of line if one person in 500 died a violent death.

Gross concentrates on the Kielce (July 4, 1946) pogrom. This produced 42 deaths. Early on, there were two basic interpretations of what had gone on: the position of the government and that of the Catholic bishops. The Communist government of Bierut and Berman claimed that this was the result of an attack by the AK and NSZ (forces loyal to the pre-war government exiled in London). Much effort was spent by the Communists and hundreds of people were tortured to produce evidence to support this view. Yet, nobody today takes the Bierut position seriously.

The position of the Catholic episcopacy was that the Kielce pogrom was a bungled provocation, planned long in advance by the Communists. On June 30, there had been the rigged election (the Three Times “Yes” meant to legitimize the government of Soviet-occupied Poland). The Communists wished to have a manufactured incident on the American Fourth of July in order to deflect attention from the fact that democracy in Poland had formally and ceremonially ceased to exist. The killing of the Jews on 7 Planty Street involved a number of deaths by gunshot. Yet, the only persons, outside the military and organs of state security, who were allowed to carry arms were, in fact, such organizations as the Jewish group hunkered down on Planty Street. (Any Polish Catholic found with a firearm was summarily executed.) Gross ignores this inconvenient fact.

Five Polish priests tried to get to the area and were turned back by a cordon of police that had instantly appeared where the pogrom was taking place (Kielce, July 4, 1946: Background, Context and Events, Toronto: Polish Educational Foundation, 1996). Of course, the entire civil administration was under the control of the Communist government, whose leadership in Warsaw appeared to be well in touch with the events taking place in Kielce. There was throughout the feeling of a badly choreographed and poorly timed play. A Russian NKVD unit arrived under apparently prearranged orders prepared to annihilate a crowd of bloodthirsty Poles. But there was no crowd when the NKVD units arrived.

There is much cui bono evidence to support the position of the Catholic bishops. Gross is incensed that the bishops did not follow the directive of the Communist government to denounce the killings. But they did denounce those killings. What they did not do was to support the charges of the Communist government that the killings were the result of actions planned by the anti-Communist forces. The presenter of the bishops’ report, Bishop Czeslaw Kaczmarek, paid dearly for his intransigence. He was tortured for months and sentenced (without his teeth, which the security police had removed from his jaws) to a lengthy sentence by a Communist court of spying for the Americans. This fact is not mentioned by Gross.

Gross treats the Kielce UB (secret police) as though they were led by Inspector Jane Tennyson of New Scotland Yard rather than as ruthless, highly disciplined apparatchik. He talks grandly about this or that key person being on summer holidays as though in July of 1946 people were off taking the waters at a spa or hunting grouse on the moors. Yet Kielce in 1946 was incomparably worse off than London after the Blitz. This was a city under occupation since September of 1939. It was under complete control of the Russian-run administration and spontaneous civil demonstrations were unthinkable.

Pareto Principle
One thing in common to the position of the government and that of the bishops is that both views assumed that the murders at Planty 7 were planned and directed by leaders and not spontaneous acts of individual mob members. This confirms the so-called Pareto Principle, which notes that catastrophic failures in systems are due to one or a few assignable causes, rather than a general malaise across the system. Throughout the ghastly Holocaust of Jews, Poles, Gypsies, etc., the Nazi killings were planned and organized. From the lootings of Kristallnacht to the gassings at Auschwitz-Birkenau, the killing and violence were planned and directed. Gross denounces the view of the bishops and does not exactly support the government’s view, either. Rather, he advances a position revisionist to that of the government (Fear, p. 163):

I find the terms “pogrom” and prowokacja misleading in denoting episodes of collective behaviour such as took place in Kielce. They relegate the phenomenon to the repertoire of “mob behaviour,” attributing it implicitly to socially marginal malcontents presumably acting out their frustrations and quite frequently manipulated to do so by unscrupulous agents of the ruling strata, who thus deflect the resolution of mounting social conflicts. But on July 4, 1946, in Kielce, we did not see an unexpected blowup by the lumpenproletariat. Instead, it was Mr. (and Mrs.) Tout-le-Monde, the Mom-and-Pop crowd deliberate and very much at ease with what they were doing.

In Gross’s view, the killings at Kielce were due to a general spirit of anti-Semitism, which spontaneously led to the actions of a mass of individuals. In other words, Gross stands the Pareto Principle on its head and claims that Kielce was due to a general malaise across the Polish Catholic society. In Gross’s view, this is a continuing problem fueled by Polish Catholicism.

Jews in Soviet security apparatus
Having made his argument for systemic anti-Semitism in Poland, Gross then spends some chapters to establish his other major conclusion: Polish anti-Semitism has nothing to do with any imagined collaboration between Polish Jews and the Soviets. Although Professor Gross will brook no testing of null hypotheses, the reader might be interested in the statement by Professor Andrzej Paczkowski, former head of the respected Institute of National Memory, to the effect that the proportion of Jews on the central decision-making level in the Soviet-controlled security apparatus in Poland was about 30 per cent (Paczkowski, “Zydzi w UB— proba weryfikacji stereotypu,” in Komunizm:ideologia, system, ludzie, edited by Tomasz Szarota. Warsaw: Institute of History of the Polish Academy of Sciences, 2001, p. 197).

There were approximately 25 million Polish Catholics in Poland in 1945. There were approximately 250,000 Jews in Poland in 1945. After a little arithmetic, we find that the proportion of Jews who opted to join the UB was 42 times that of Catholics. Gross does not dispute the fact that the proportion of Jews willing to work for the secret police was higher than that of the Catholics. But he gives an intriguing explanation for why this was so (Fear, p. 227): “But the MBP did not look specifically for Jews to fill the available positions. There was an overall shortage of qualified personnel; people were being pulled every which way to take jobs all over the new administration and what one ended up doing was very often a matter of pure coincidence.”

In other words, the reason for the alarmingly higher proportion of Jews than that of Catholics in the UB was the relatively greater competence of the Jews. And that competitive advantage must have been substantial, as the ratio of 42 would indicate. In Gross’s analysis, there is no attention given to the fact a Polish Catholic who joined the UB would be regarded as a traitor to his nation and would be excommunicated from his Church. By Gross’s calculus, Polish Catholics were “under-represented” in the UB because they were less competent.

The invasion of Poland by Germany and Russia in September of 1939 was an unprovoked partition of the country. It is understood that the Poles were not pleased by the Russian occupation, but it may be thought that the Russian occupation was a minor annoyance compared to the occupation by the Germans. In an earlier book, Revolution from Abroad written in his pre-postmodern days, when Gross was an associate professor at Emory, Gross carefully and with excellent documentation shows how wrong this notion was. He wrote (Revolution from Abroad, Princeton Univ. Press, 1st ed., p. 229): “These very conservative estimates show that the Soviets killed or drove to their deaths three or four times as many people as the Nazis from a population half the size of that under German jurisdiction. This comparison holds for the first two years of the Second World War, the period before the Nazis began systematic mass annihilation of the Jewish population.”

Soviet terror
Gross shows that, for Polish Catholics, the Soviets were even worse, indeed much worse than the brutal Nazis. Essentially, all the Polish professional and semi-professional classes (doctors, lawyers, teachers, engineers, managers, foremen, farmers with holdings beyond a few acres, etc.) were rounded up by the Soviets and then either killed immediately or retained in prisons for shipments to slave labour camps in Siberia and Central Asia. Prison conditions were hellish, worse than those in the Nazi concentration camps. Gross writes (Revolution, p. 161): “In Lwów, 28 people living in an 11.5-square-metre cell relied on the geometrical skills of a gifted high-school student who fitted them most ingeniously by size into an intricate pattern.” Sanitary conditions were appalling, with inmates frequently forced to urinate and defecate on the floors of the cells.

Jews welcomed Soviet invasion
What was the situation with the Jews in the lands occupied by the Soviets and what was their attitude to the occupiers? Gross writes (Revolution, p. 32): “What Poles and Ukrainians report, often with biting irony, the Jews do not deny: ‘Jews greeted the Soviet army with joy. The youth was spending days and evenings with the soldiers ... Jews received incoming Russians enthusiastically; they (the Russians) also trusted them (the Jews).”

Again, Gross writes (Revolution, p. 34, quoting Celina Koninska): “It is hard to find words to describe the feeling — this waiting and this happiness. We wondered how to express ourselves — to throw flowers? To sing? To organize a demonstration? How to show our great joy? I think the Jews awaiting the Messiah will feel, when he finally comes, the way we felt.” These warm receptions by Jews for the Soviets in eastern Poland were in September of 1939, when there were no Germans in sight. The Jews were rejoicing over the occupation of eastern Poland by the Russians. To Polish Catholics, this was simply treason, analogous to the occasional warm receptions in western Poland of the Germans by some Volksdeutsche.

Now, it is undeniable that in the German-occupied portion of Poland, where the situation of the Jews was worse than that of the Catholics, many Polish families hid Jews from the Nazi occupiers. It is a matter of record that Poles are listed at Yad Vashem numerically first amongst the righteous Gentiles for risking their lives and those of their families for sheltering Jews from the Nazis. So, it is fair to ask the question, “When did Jews use their favoured position in Soviet-occupied eastern Poland to shelter Polish Catholics from the NKVD?” This reviewer regrets to say that he cannot find any instances of such assistance.

Soviet executions of Polish Catholics
Up to the day (June 22, 1941) when Hitler broke his deal with Stalin and invaded Soviet-occupied Poland, Gross (Revolution, p. 194) estimates that 1.25 million people were transported into the Soviet Union from eastern Poland. The ghastly NKVD prisons in Poland were generally used as holding cells for Poles awaiting execution or prison train space for transportation to the gulags. When the Germans attacked the Soviets on June 22, 1941, the NKVD killed or moved to the east 150,000 prisoners from these holding cells. In the Brygidki prison in Lwów, on June 22, 1941, the NKVD killed almost all of the 13,000 inmates. (Revolution, p. 179). This was recorded by Gross as a “massacre,” rather than a pogrom. After the Nazis occupied western Poland in 1939, they encouraged anti-Semitic acts by the Poles, including pogroms. The Germans had only the most minimal success. Polish Catholics were not inclined to participate in Nazi murders. Moreover, the Polish underground punished betrayal of Jews to the Nazis by death.

After the Russians rapidly retreated following the German attack of June 22, 1941, in the brief time interval before the Germans could take over, there was a number of killings of collaborators, including many Jews, by the Polish underground. One example of such took place in Szczuczyn, where there were four NKVD prisons. Gross gives such killings as evidence of Polish anti-Semitism. But, we still must wonder why the Polish Catholics in German-occupied western Poland, where pogroming was a state-subsidized activity, had not engaged in such activities.

Gross’s allegations are false; financial claims outrageous
As stated early on in this review, Professor Gross disdains to use empirical timeline data and Aristotelian logic to prove his point. To those of us who believe in logical conclusions based on facts, his thesis does not hold water. Worse, it is beyond mean-spirited to treat Catholic Poland, victimized by half a century of brutal and systematic rape, as though it were itself a rapist. And to offer up Catholicism, the faith that has sustained the Polish nation in its 50-year-long ordeal, as an underlying cause of Poland’s alleged anti-Semitism is not acceptable. There is no question that there is a very large choir with whom Gross’s voice resonates. The Jews lost property during the Second World War in Poland and the Poles must pay for it. If the cupboard is bare, if there is massive deprivation, even starvation in Poland, it makes no difference.

This raises another question. According to Teresa Bochwic (Rzeczpospolita, August 3, 2002), two out of three of the current residents of Poland have either suffered the loss of their homes as a result of World War II and the events following or are descendants of those who have. The organs of state security, led by such persons as Jakub Berman, and the Soviet NKVD, were directly responsible for the deaths of over one million Polish Catholics. Where should the Catholic victims go for redress of grievances? Poles ask simply to be left alone, to be freed from quasi-legal attacks by those who would keep them oppressed forever. Poland had the highest proportion of deaths during World War II (17 per cent of the population). Next to the U.S.S.R., the U.S.A. and Great Britain, Poland contributed the greatest number of troops in the war against Hitler. The Polish underground produced the highest number of attacks against the Nazis of any occupied country and suffered the greatest retaliations. There was no Quisling or Petainist government in Poland. Collaboration with the Nazis was rare and punished by the underground by death. Poland has the largest number of “righteous Gentiles” recorded at Yad Vashem. It should take more than post-modern sermonizing to justify the further victimization of this long-suffering nation.

James R. Thompson teaches at Rice University, Houston, TX. This essay is reprinted from The Chesterton Review, Special Polish Issue, Spring/Summer 2007, with permission. Subtitles have been added by Catholic Insight. For subscription information for The Chesterton Review, e-mail: chestertoninstitute@sju.educ. or telephone (973) 275-2431.

© Copyright 1997-2006 Catholic Insight
Updated: Sep 21st, 2007 - 19:39:32